„Być bogatym i szanowanym w niesprawiedliwym społeczeństwie to hańba.”
Tę ciekawą opinię wyraził Konfucjusz.
Pamiętam jeszcze czasy głębokiej komuny. Aby dostać się na wysokie stanowisko, trzeba było zrezygnować z uczciwości i honoru. Aby uzyskać jakąś korzyść, trzeba było w jednym miejscu dać łapówkę, a w drugim przyjąć linię partii i zdobyć czerwoną książeczkę. Trzeba było z kimś „ważnym” wypić wódkę lub dać takiej osobie koniak, by coś uzyskać. Dyrektorem lub politykiem stawał się jedynie ktoś, kto zgadzał się z chorymi prawdami socjalizmu. Talony na lodówki, pralki i samochody mogli otrzymać wybrańcy, którzy posiadali tzw. układy.
W tym samym czasie kuzyn mojego taty – wujek Mirek, choć był genialnym konstruktorem (wynalazł pierwsze radio tranzystorowe), był torturowany w więzieniu wraz ze swoim bratem, ponieważ obaj nie zapisali się do partii i… Nie zgadzali się z komunistyczną głupotą. Wierzyli w Boga i byli niezakłamanymi, uczciwymi ludźmi.
Władysław Reymont (noblista) powiedział, że „miarą twojej siły jest ilość twoich wrogów.” Dodam: i ich siła. Wierzcie mi, że jeśli ktoś chce żyć pobożnie w Chrystusie, prześladowania znosić będzie (2Tym.3,12). Witam w klubie tych mocno błogosławionych, ale inaczej.


Dodaj komentarz