Kilka lat temu byłem zaproszony jako prelegent na chrześcijańską konferencję w pewnym mieście. Jak zwykle, starałem się przygotować i dać z siebie wszystko, oczywiście licząc na pomoc Ducha Świętego. Na spotkaniach bywało 300 – 350 uczestników. Kiedy nadeszła moja kolej (miałem dwie sesje), zdziwiony dużo mniejszą frekwencją, wygłosiłem dwa nauczania „o naszej pozycji w Chrystusie.” W przerwie pomiędzy jednym a drugim nauczaniem dostrzegłem brakującą grupę słuchaczy. Wszyscy oni stali w długiej kolejce do „tajemniczych drzwi”. Wierzcie mi, nie była to toaleta – a tak w pierwszej chwili pomyślałem. Coś było na rzeczy, ale nie wiedziałem co. Okazało się, że zamiast przyjść na kolejny wykład, wszyscy zagubieni w akcji czekali na swoją wizytę do proroka. Nie wiedziałem, że w tym środowisku chrześcijańskim, które mnie zaprosiło jest taki zwyczaj, że prorocy prorokują każdemu, kto do nich się zwróci o słowo z nieba. Nawet nie wiem, co powiedzieć w tej sprawie. Nie mam pretensji, że akurat podczas moich sesji (zwłaszcza pierwszej) frekwencja była dużo mniejsza niż wcześniej. Ale przecież kto się tłumaczy, ten się oskarża. No trudno, zaryzykuję hejt ze strony niektórych. Żeby nie było – wierzę w to, iż są na ziemi prorocy (Ef.4,11), ale takie praktyki jak powyższa są, według mnie, niedopuszczalne. Kiedy czytam o prorokach (tych prawdziwych) w Nowym Testamencie, to generalnie mówią niewiele, ale przynoszą za każdym razem słowa od Ojca. W przypadku naszej konferencji, prorokowanie „na życzenie” jest, delikatnie mówiąc, dziwne. Mam w tym miejscu dwie zasadnicze uwagi. Po pierwsze: jako nowo narodzeni ludzie nie powinniśmy chodzić po słowo od Boga do człowieka. Tak robią ludzie, którzy chodzą do wróżek. Po drugie: trzeba być bardzo odważnym, by myśleć, że człowiek otrzymuje przez dwie godziny dla każdej ze 100 osób prorocze słowo. Brakuje w tym miejscu tylko opłaty dla „namaszczonego”. Wiem, jestem troszkę złośliwy, ale jeśli takie praktyki mają miejsce, to znaczy to, że mamy wielki problem w kościele Jezusa Chrystusa. Kochani, nie wolno iść „na skróty”. W Piśmie Świętym jest wszystko. W Biblii, jak mawiał mój ojciec duchowy (który był w służbie nauczyciela i proroka), jest zdeponowana cała wola Boża dla naszego życia. Bóg się nie pomylił, dając nam 66 natchnionych ksiąg. Trzeba jednak popracować z księgą trochę więcej, a nie będzie potrzeby, aby czekać na słowa od „człowieka – proroka”. Ta ostatnia postawa z jednej strony świadczy o niezrozumieniu spraw proroczych, a z drugiej w prostej linii prowadzi do zwiedzenia – jest po prostu skrajnie niebezpieczna.
Słyszę, że na całym świecie odbywają się warsztaty prorocze. Ludzie jadą tam, by nabyć to, co ponadnaturalne i niezwykłe. Ludzie chcą dreszczyków i emocji oraz fajerwerków. Pamiętajmy jednak o tym, co mówi Pismo Święte: „Sprawiedliwy mój z wiary żyć będzie, lecz jeśli się cofnie, dusza moja (mówi Pan) nie będzie miała w nim upodobania” (Hebr.10,38).
Nie dalej jak wczoraj, 4 osoby skierowały do mnie i mojej żony pewne słowa. Okazało się, że wiedziałem o tych rzeczach już wcześniej. Były one jedynie i aż potwierdzeniem tego, co wcześniej odbieraliśmy od Boga, a znajdowało się w Biblii. Nie „wylewam dziecka z kąpielą”, ale jestem ostrożny. Proroctw nie lekceważę, lecz nie wszystko złoto, co się świeci. Sam prorokowałem wielokrotnie, lecz zawsze pytałem, czy moje słowa były potwierdzeniem czegoś, co już było w sercu ludzi. Zanim Paweł apostoł został wysłany przez kościół jako apostoł (posłany), wiedział dużo wcześniej, że taka jest wola Boża względem jego osoby. Prawdopodobnie nie przyjąłby czegokolwiek, czego Bóg nie objawił mu wcześniej na podstawie Pism. Pamiętajmy: „Wolniej, znaczy szybciej”.
Spędzajmy czas w modlitwie i Słowie, a nie będzie potrzeby biegać do wróżek. Pewien król tak zrobił. Skutek był opłakany.


Dodaj komentarz