„Jeśli nie potrafisz tego wyjaśnić w prosty sposób, to znaczy, że nie rozumiesz tego wystarczająco dobrze” – Albert Einstein. Właśnie tak mają się sprawy z przekazywaniem prawd biblijnych i wszystkich innych. Małe dzieci przychodziły do Pana Jezusa, a nam się wydaje, że powodem takiego stanu rzeczy była jedynie miłość jaką Jezus im okazywał. Całkowicie się z tym poglądem zgadzam, ale dodaję, że Chrystus komunikował się z ludźmi (w tym z dziećmi) w bardzo prosty (nie prostacki) sposób.

Ludzie nie przyjmują tego, co głoszę jako pastor nie dlatego, że nie mogą zrozumieć, ale dlatego, że nie chcą wziąć, bądź się nie zgadzają. W kościele wciąż jest bardzo dużo feminizmu i demokracji. Zabrzmiało złowieszczo? W kościele potrzebujemy zdrowej struktury pionowej. Świat podważa jej znaczenie ponieważ niektóre tzw. „autorytety” przesadziły. Nie możemy wylewać dziecka z kąpielą i tylko dlatego, że jakiś mąż bił swoją żonę zrezygnować z cudownej instytucji małżeństwa i piękna dziewictwa oraz „czekania do ślubu”. Wszystko, co wymyślił Bóg wraz z dziesięciną jest proste i jak najbardziej właściwe. Nie ma w tym żadnej wielkiej filozofii. Moje motto brzmi: „Im prościej tym mocniej”.

K.E.Hagin mawiał:  „Zwiastowanie Ewangelii nie ma być skomplikowane – Duch Święty działa tam, gdzie prawda jest jasna i prosta.” Papa Hagin kładł nacisk na zrozumiałość i praktyczność – nie „teologię dla teologii”, ale życie wiarą w codzienności. Często powtarzał, że wiara działa wtedy, gdy ludzie rozumieją ją sercem, nie tylko głową. Charles Spurgeon („Książę kaznodziejów”) uważał, że Ewangelia ma być głoszona jasno i bez komplikacji, by najprostszy człowiek mógł ją przyjąć. Pisał: „Kazania muszą być wystarczająco proste, by dziecko mogło je zrozumieć, a jednocześnie głębokie jak ocean.” Przejdźmy do mojego ulubionego teologa. A.W. Tozera. Pisał o prostej, ale głębokiej pobożności – bez religijnej sztuczności i filozoficznych labiryntów. „Prawda Boża jest jak światło” mawiał – „i nie musi być kolorowe, by była piękna. Prosta Ewangelia wystarczy.” Wierzył, że Duch Święty objawia prawdę sercu, nie poprzez złożone teologie, ale przez prostą pokorę i głód Boga. Inny ze wspaniałych wykładowców Słowa C.S.Lewis w zasadzie powtórzył słowa genialnego naukowca, mówiąc: „Jeśli nie potrafisz mówić o Bogu tak, by zrozumiało cię dziecko – to ty Go jeszcze dobrze nie znasz.” Z kolei Dwight L. Moody celowo używał najprostszych słów i mówił w stylu ludzi z ulicy (czasami robię podobnie), nie z uniwersytetu. Mawiał: „Najlepsze kazanie to takie, które zrozumie rolnik i weźmie do serca dziecka.” Billy Graham twierdził, że „najważniejsze prawdy są najprostsze: Bóg cię kocha. Jezus umarł za ciebie. Możesz być zbawiony.” I na koniec listy kanodznijów mówiących o prostocie w głoszeniu mamy Charlesa Finneya. Brat Charles wierzył, że przebudzenie przychodzi wtedy, gdy prawda dotyka serca bez religijnego żargonu. Tłumaczył, że „Duch Święty działa przez prawdę, która jest rozumiana i przyjęta. Mów jasno. Mów konkretnie.” Chyba już wiemy dlaczego Finney był tak skuteczny w swojej służbie głoszenia ewangelii.

Wszyscy ci mężowie Boży – choć różnili się stylem – zgadzali się, co do jednego: największa moc Ewangelii tkwi w jej prostocie.

Udostępnij:

powered by Advanced iFrame

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *