Kiedy mówmy o czynieniu dobrych uczynków wydaje się, że protestanci mają do nich jakąś awersję. Wciąż powtarzają, że otrzymali zbawienie z łaski przez wiarę (i słusznie) i to nie z uczynków, aby się ktoś nie chlubił (Ef.2,8-9). Zapominają jednak, co jest napisane dalej w tym tekście apostoła Pawła. Fakt – nie można zasłużyć sobie na niebo. Życie wieczne jest darem od Ojca dla grzeszników, którzy przyznają się do swoich upadków, oddają się całkowicie Jezusowi i przyjmują z Jego przebitych rąk przebaczenie oraz oczyszczenie świętą krwią. Nowe narodzenie jest cudem, które należy przeżyć. Co jednak gdy jesteśmy już po właściwej stronie mocy? Paweł napisał: Jesteśmy zbawieni z łaski przez wiarę do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili (Ef.2,10). Czynić dobrze (jako odkupieni) nie przestawajmy a w odpowiednim czasie żąć będziecie bez znużenia jeśli nie przestaniemy. Przeto więc, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, a najwięcej domownikom wiary (Gal.6,9-10).
dr Eleanor Graves była chrześcijanką i jej historia zachęciła mnie, by nie gadać tylko działać. Darmo dostałem, więc darmo chcę dawać. Chcę naśladować tak jak ona mojego Mistrza. „Wiecie o Jezusie z Nazaretu, że Bóg namaścił Go Duchem Świętym i mocą. Wiecie też, że wszędzie, gdzie chodził, czynił dobrze i leczył wszystkich dręczonych przez diabła, działo się tak dlatego, że był z Nim Bóg.” (Hebr.10,38). Już o tym pisałem, lecz jeszcze raz powtórzę: Pierwsze, co nasz Zbawiciel Bóg-Człowiek robił na ziemi, to nie były w pierwszej kolejności cuda, lecz dobre uczynki. Czynił je wszystkim potrzebującym gdziekolwiek się pojawił.
Poniżej zamieszczam historię dr Graves (1902-1980).
Londyn, 1910 rok.
W mroźne zimowe poranki ośmioletnia dziewczynka codziennie zatrzymywała się przed witryną piekarni w Whitechapel. Miała potargane loki, czerwone od zimna dłonie, przetartą sukienkę… i pustą torbę przyciśniętą do piersi. Nazywała się Eleanor Graves.
Za szybą kusiły błyszczące bochenki chleba, gorące bułeczki i słoiki z dżemem. Ale Eleanor nie miała ani pieniędzy, ani jedzenia, ani nadziei na lepszą przyszłość. Jej ojciec, irlandzki robotnik, zginął w wypadku. Matka pracowała bez wytchnienia jako praczka. Najbardziej bolał nie głód żołądka… lecz głód możliwości.
Wtedy Eleanor złożyła sobie cichą obietnicę:
„Pewnego dnia będę się uczyć. Żadne dziecko nie powinno czuć takiego głodu.”
Nauczyła się czytać sama, zbierając z ulicy porzucone gazety. Ksiądz z pobliskiej parafii dostrzegł jej determinację i załatwił jej miejsce w szkole. Tam odkryła swoje powołanie – chciała leczyć, uzdrawiać, przynosić ulgę.
W 1923 roku, dzięki stypendium, dostała się na studia medyczne. Była biedna, była kobietą, była niewidzialna… ale nie poddała się. W 1930 roku została pediatrą, specjalizując się w leczeniu niedożywionych dzieci.
Dekady później, znana już jako dr Graves, prowadziła klinikę w Mayfair. A jednak każdej nocy wracała do biednych dzielnic z lekarstwami, ubraniami i chlebem. Powtarzała:
„Nie mogę zmienić całego świata, ale mogę zmienić jedną noc w życiu dziecka.”
Założyła organizację Chleb Marzeń, która zapewniała ciepłe posiłki i darmową opiekę medyczną najmłodszym. Przekazywała na to cały swój dochód. Nigdy niczego nie zatrzymała dla siebie.
Zmarła w 1980 roku, w wynajętym pokoju, otoczona listami, dziecięcymi rysunkami i wdzięcznością.
Nie znajdziesz jej imienia na ulicach Londynu, ale znajdziesz je w historii każdego dziecka, któremu pomogła.

Dodaj komentarz