Możemy przeczytać artykuł o Timothym McVeighu, terroryście, który został stracony za zamach bombowy w Oklahoma City, w wyniku którego zginęło 168 osób (w tym 19 dzieci i 600 rannych).
McVeigh był inteligentnym młodym człowiekiem — jego IQ wynosiło 126. Był weteranem wojny w Zatoce Perskiej i otrzymał Brązową Gwiazdę za zasługi.
Po odejściu z armii zaczął spędzać czas w towarzystwie zwolenników teorii spiskowych i osób niezadowolonych z rządu. Ci ludzie wywarli na niego wpływ, a w jego sercu zaczęła narastać złość wobec władz. Czytał o Ruby Ridge i oblężeniu posiadłości sekty Gałąź Dawidowa w Waco (bardzo ładna teksańska miejscowość). Jego gniew stawał się coraz silniejszy wobec tych, jak uważał, „niesprawiedliwości”. Jedno prowadziło do drugiego — i wiemy wszyscy, do czego to ostatecznie doprowadziło.
Psychiatra, dr John Smith, który go badał, stwierdził, że McVeigh był „przyzwoitym człowiekiem, który pozwolił, by gniew narastał w nim tak długo, aż w końcu eksplodował w jednym straszliwym, brutalnym czynie”.
Gniew jest czymś strasznym, jeśli nie zostanie opanowany. Biblia mówi:
„Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie; niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce” (Ef.4,26).
Innymi słowy: jeśli jesteś zły — NIE GRZESZ. Uspokój się każdego wieczoru przed pójściem spać. Odpuść. Obudź się świeży, z Bożym miłosierdziem działającym w tobie, nad tobą i przez ciebie. Nigdy nie powinieneś pielęgnować gniewu aż do końca dnia — a potem puść go wolno i zostaw za sobą.
Złość na niesprawiedliwość i nieprawość jest czymś naturalnym. Ale jeśli pozwolimy, by gniew nas opanował i zamieszkał w nas, może ostatecznie zatruć naszą duszę, zniszczyć nas samych i zranić tych, którzy nas otaczają.
W Polsce i na świecie często widzę zbyt wiele gniewu u niektórych ludzi — gniewu, który nie mija o zachodzie słońca, ale trwa dzień po dniu, miesiącami i latami. Ludzie potrafią być zagniewani nawet na swoich zmarłychrodziiców, którzy uczynili im złe rzeczy w dzieciństwie. To nie jest gniew skierowany przeciwko diabłu, który trzyma ludzi w niewoli grzechu czy choroby — niewola samego gniewu. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak trujący jest taki nieustanny gniew dla ich własnej duszy, jak paraliżuje ich życie modlitewne i przeszkadza miłości Jezusa objawiać się przez nich.
Umiłowani, jako lud Boży musimy trwać w Słowie Bożym, trwać przed obliczem Jezusa i trwać w modlitwie. Niech Chrystus świeci przez nasze życie. Zło istniało zawsze i sprawiedliwi muszą mówić prawdę, ALE nie wolno nam pozwolić, by gniew zatruł naszą duszę. Jeśli się gniewamy, niech to nie prowadzi do grzechu. Nie zapominajmy, że przede wszystkim naszym najważniejszym powołaniem od Boga jest zaniesienie Ewangelii naszego Pana Jezusa Chrystusa do zgubionego i umierającego świata, który nas otacza.

Dodaj komentarz