Daniel Nash (1775–1831) – wojownik modlitwy w służbie Charlesa Finneya
autor: J. Paul Reno
Daniel Nash (1775–1831) służył jako osobisty orędownik modlitewny Charlesa Finneya.
Odegrał kluczową rolę w przebudzeniu, które towarzyszyło służbie Finneya. Każdy z nas może spojrzeć na życie Daniela Nasha i zobaczyć przykład tego, jak ważna jest modlitwa, aby Królestwo Boże mogło się objawić. Z książki „Daniel Nash: Zwycięski książę modlitwy”: gdy Bóg wskazywał miejsce spotkania, ojciec Nash przybywał po cichu do miasta i starał się znaleźć dwie lub trzy osoby, które zawarłyby z nim modlitewne przymierze. Czasami towarzyszył mu człowiek o podobnej służbie modlitewnej – Abel Clary. Razem zaczynali żarliwie modlić się o to, aby Bóg poruszył daną społeczność (miasto, miasteczko czy wioskę).
Jedno ze świadectw przytacza Leonard Ravenhill:
„Spotkałem starszą kobietę, która opowiedziała mi historię o Charlesie Finneyu, która przez lata była dla mnie wyzwaniem. Finney przybył do Bolton, aby usługiwać, ale zanim zaczął, dwóch mężczyzn zapukało do drzwi jej skromnej chaty, prosząc o nocleg. Biedna kobieta była zdumiona, bo nie miała żadnych wolnych miejsc. W końcu, za około dwadzieścia pięć centów tygodniowo, ci dwaj mężczyźni — nie kto inny jak ojciec Nash i Clary — wynajęli ciemną i wilgotną piwnicę na czas spotkań Finneya (co najmniej dwa tygodnie), i tam, w tej dobrowolnie wybranej celi, ci partnerzy modlitwy toczyli walkę z siłami ciemności.”
Inne świadectwo mówi:
„Pewnego razu, gdy przybyłem do miasta, aby rozpocząć przebudzenie, skontaktowała się ze mną kobieta prowadząca pensjonat. Powiedziała: „Bracie Finney, czy znasz ojca Nasha? On i dwóch innych mężczyzn są w moim pensjonacie od trzech dni, ale nie zjedli ani kęsa jedzenia. Otworzyłam drzwi i zajrzałam do nich, bo słyszałam ich jęki, i zobaczyłam, jak leżą twarzami przy ziemi. Są w takim stanie od trzech dni — leżą na podłodze i jęczą. Pomyślałam, że stało się z nimi coś strasznego. Bałam się wejść i nie wiedziałam, co robić. Czy mógłbyś przyjść i zobaczyć, co się dzieje?”
„Nie, nie ma takiej potrzeby” — odpowiedział Finney. „Oni po prostu przeżywają duchowy ból w modlitwie.”
Inne świadectwo stwierdza:
„Charles Finney tak bardzo zdawał sobie sprawę z potrzeby działania Boga w całej swojej służbie, że zwykł wysyłać pobożnego ojca Nasha wcześniej, aby wymodlił moc Bożą na spotkania, które miały się odbyć.” Nash nie tylko przygotowywał społeczności na głoszenie, ale także kontynuował modlitwę podczas spotkań.
„Często Nash nie uczestniczył w zgromadzeniach, a gdy Finney głosił, Nash modlił się o wylanie Ducha na niego. Finney powiedział: „Ja zajmowałem się całkowicie głoszeniem, a brat Nash niemal nieustannie oddawał się modlitwie.” Często, gdy ewangelista przemawiał do tłumów, Nash w pobliskim domu leżał na twarzy w agonii modlitwy, a Bóg odpowiadał cudami swojej łaski. Oddając należny szacunek panu Finneyowi za to, co zostało dokonane, to właśnie ludzie modlitwy podtrzymywali to dzieło. Łzy, które wylali, i jęki, które wydawali, są zapisane w księdze kronik Bożych.”


Dodaj komentarz