Na naszym polskim gole mamy orła. Ma to kolosalne znaczenie. Orły nie wychowują słabeuszy. Kiedy młody orzeł jest gotowy do lotu, matka zaczyna zmieniać gniazdo. Usuwa miękkie pióra i zostawia tylko ciernie. Dlaczego? Bo wygoda już nie pomaga — zaczyna hamować.
Gdy orlątko płacze, ona go nie uspokaja. Zamiast tego wypycha je w powietrze, by odkryło swoje skrzydła. Na początku spada, trzepocząc niezdarnie, ledwo łapiąc nośność. Ale matka jest blisko — chwyta je i wypuszcza ponownie. Raz za razem, aż się nauczy. Aż zacznie latać.
Prawdziwa miłość nie polega na tym, by kogoś zawsze trzymać w komforcie. Chodzi o przygotowanie go do życia. Rodzice, którzy naprawdę kochają, będą wyzwalać, popychać, a czasem puszczać — bo pewnego dnia nie będą już zawsze obok. Jeśli nie nauczysz swojego dziecka, jak stawić czoła światu, będzie zmagać się z tymi samymi trudnościami, przed którymi próbowałeś je ochronić.
Pomyślmy więc jak wychowujemy nasz dzieci, gdyż naszą polską spuścizną jest przygotowywać je do życia zdecydowanie i czasem szorstko, co jednak w dłuższej perspektywie się nam opłaci, naszym dzieciom i całemu krajowi. Pierwszych „utrudnień” nasze pociechy powinny doświadczyć w domu. Dyscyplina, cele i zadania winny pojawić się wraz z troskliwością i wsparciem rodziców. Dom to nie ochronka ale miejsce treningu.
Bóg Ojciec jest najlepszym przykładem orlego traktowania swych dzieci. Pismo mówi: „Jak orzeł podrywa swe młode i jak szybuje nad nimi, podkłada im wyciągnięte lotki i niesie na swoich skrzydłach, tak Pan prowadził swój lud, nie było z Nim innego boga” (5Mj.32,11-12). Tak jak Bóg poradził sobie z nami – nie potrzebując pomocy innych bogów – tak poddajmy się ćwiczeniu i treningowi ze strony danych nam od Niego biologicznych i duchowych rodziców (mentorów). Wiem, że potrzeba do tego pokory, ale ta wraz z bojaźnią Bożą niesie ze sobą nagrodę: bogactwo, cześć i życie.

Dodaj komentarz