Twórca Armii Zbawienia

Piętnastoletni William Booth (1829–1912) zaczął poszukiwać nowego sensu w swoim życiu. Te poszukiwania często prowadziły go do kaplicy wesleyowskiej przy Broad Street, gdzie pewnego późnego wieczoru usłyszał kazanie pastora o imieniu Isaac Marsden. Jego ostrzeżenie: „Co minutę umiera jakaś dusza!” – długo nie dawało Williamowi spokoju. Marsden grzmiał na osłupiałych słuchaczy, a te słowa głęboko zapadły w serce młodego Williama. Choć tamtej nocy jeszcze nie oddał życia Chrystusowi, w kolejnych dniach zaczął doświadczać głębokiego przekonania o potrzebie pokuty.

W przeciwieństwie do innych generałów przebudzenia William Booth nie potrafił wskazać konkretnej daty swojego nawrócenia. Jednak niedługo potem zapisał się do Metodystów i oddał swoje życie ratowaniu tych „dusz, które umierają co minutę” – czemu poświęcił kolejne sześćdziesiąt lat. Gdy przypominały mu się osobiste grzechy, pokutował i – jeśli to było możliwe – czynił zadośćuczynienie. Była więc sprawa srebrnego piórnika, który podstępem zdobył od przyjaciela. Choć musiał pokonać swoją dumę, oddał go. W nadchodzących dniach William osiągnął wewnętrzną pewność, że należy do Boga.

Wiele lat później opisał to poczucie pewności w następujący sposób:

„Bracia moi, jeśli macie zbawienie, jesteście tego pewni. Nie dlatego, że słyszeliście o nim głoszone kazania. Nie dlatego, że czytaliście lub słyszeliście czytane z tej cudownej księgi opowieści o miłości Boga do was. Nie dlatego, że widzieliście na własne oczy przemiany charakterów dokonane przez moc Ducha Świętego – przemiany tak cudowne, tak cudowne, tak boskie, jakiekolwiek miały miejsce w czasach apostolskich czy jakichkolwiek innych. Te rzeczy mogły was do tego doprowadzić. Ale one same, choćby nie wiem jak wspaniałe, nie mają mocy dać wam pewności udziału w zbawieniu. Ciało i krew wam tego nie objawiły, lecz sam Bóg przez swego Ducha.”

William zaczął uczęszczać na wszystkie nabożeństwa i lekcje biblijne, jakie tylko mógł, w kaplicy wesleyowskiej, napełniając się Słowem i ogniem Bożym. Podczas gdy inni gromadzili się na ulicach, by wzniecać zamieszki lub głosić reformy społeczne, William szukał Boga. Mając tak wiele talentów i pasji, z łatwością mógłby zostać odnoszącym sukcesy politykiem lub rewolucjonistą – gdyby Bóg nie dotarł do niego pierwszy. Ale ponieważ Bóg dotarł do niego pierwszy, William Booth zrobił dla uzdrowienia społecznych ran swojego narodu więcej niż jakikolwiek inny człowiek XIX wieku.

Udostępnij:

powered by Advanced iFrame

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *