Życie chrześcijańskie nie zaczyna się od działania, lecz od umierania — ponieważ Bóg nie zacznie w wielki sposób używać człowieka, dopóki wcześniej ten nie umrze dla siebie. Krzyż więc nie jest doktryną do podziwiania, ale rzeczywistością do przeżycia. Życia „ja” nie da się zreformować; ono musi zostać ukrzyżowane. Często prosimy Boga o więcej mocy, więcej namaszczenia, więcej autorytetu, ale Bóg odpowiada na wszystkie nasze pytania w jeden sposób i tylko w jeden: pokazuje nam więcej swojego Syna. Chodzić z Chrystusem to nie stać się kimś imponującym, lecz stać się nikim, aby On mógł być wszystkim. Duchowy chrześcijanin wita każdą okazję, by umrzeć dla siebie, bo w złamaniu człowieka zewnętrznego uwalnia się woń Chrystusa. Nie liczy się to, co robimy dla Niego, lecz ile z nas zostało opróżnione, by On mógł swobodnie żyć przez nas.
„Poza Chrystusem jestem tylko grzesznikiem; w Chrystusie — jestem zbawiony. Poza Chrystusem jestem pusty; w Chrystusie — jestem pełen.” Watchman Nee
Kiedy jesteśmy chrzczeni przez pełne zanurzenie ostatecznie wyznajemy i przyznajemy, że utożsamiamy się ze śmiercią, pogrzebem i zmartwychwstaniem Jezusa. Paweł wyraził to w następujący sposób: „Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni (zanurzeni) w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? A zatem za sprawą chrztu zostaliśmy pogrzebani wraz z Nim w śmierć, abyśmy wzorem Chrystusa, który został wzbudzony z martwych przez chwałę Ojca, my również prowadzili nowe życie. Bo jeśli jesteśmy złączeni z Nim w podobieństwie Jego śmierci, tym bardziej będziemy – w zmartwychwstaniu, wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało zniszczone i abyśmy już dłużej nie byli zniewoleni przez grzech. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu. Jeśli zaś umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z Nim będziemy żyć, mając świadomość, że wzbudzony z martwych Chrystus już nie umrze, śmierć już nad Nim nie ma władzy. Gdy bowiem umarł, dla grzechu raz na zawsze umarł, a gdy żyje – żyje dla Boga. Podobnie i wy zaliczajcie siebie do umarłych dla grzechu, a jednocześnie do tych, którzy żyją dla Boga w Chrystusie Jezusie” (Rz.6,3-11).
NIe wiem jak wy ale ja jestem ukrzyżowany razem z Chrystusem. Żyję już nie ja – żyje we mnie Chrystus. Teraz żyję w ciele, lecz żyję, wierząc Synowi Bożemu, który mnie pokochał i wydał za mnie samego siebie. Nie lekceważę łaski Bożej. Bo jeśli usprawiedliwienie osiąga się dzięki przestrzeganiu Prawa, to Chrystus umarł nadaremnie (Gal.2,2–21).
Wszelkie rozwiązania: możliwość życia z Bogiem po śmierci, uzdrowienie ciała, możliwość posiadania nowej natury, przebaczenie i oczyszczenie z grzechów oraz winy z nimi związanej, błogosławieństwo zaopatrzenia naszych finansowych potrzeb, naprawa zniszczonych relacji i dużo więcej zależą od tego jak traktujesz łaskę Bożą, którą jest śmierć, pogrzeb i zmartwychwstanie Boga Jezusa. To nie był przypadek, że urodził się z Marii dziewicy w ludzkim ciele i dał się dobrowolnie zmaltretować i ukrzyżować. Przypadkowy również nie był Jego pogrzeb i zmartwychwstanie 3 dni po jego męczeńskiej śmierci. Każda sekunda Jego agonii, przebywanie w grobie i moment wskrzeszenia mają w sobie razem moc uratowania ciebie i mnie. Oby Jezus nie umarł za nas nadaremno! Lepiej, dużo lepiej będzie jeśli skorzystamy z Jego niewyobrażalnej ofiary. On tak nas ukochał, że zdecydował się jako nasz Stwórca oddać swojego Syna na krzyż. Ktoś nienaganny musiał zapłacić cenę wykupienia każdego z na z mocy szatana i grzesznej natury.
„Kiedy Chrystus powołuje człowieka, woła go, by przyszedł i umarł – czyli całkowicie zrezygnował z siebie.” Dietrich Bonhoeffer

Dodaj komentarz