Pewnego razu Smith Wigglesworth (1859–1947) otrzymał alarmujący telefon od zrozpaczonej kobiety, która powiedziała, że jej mąż zmarł. W panice poprosiła Smitha, by natychmiast przyjechał. Gdy Smith przybył do domu, kobieta krzyczała w agonii z powodu śmierci męża. Smith odpowiedział:
„Powiedz mi, gdzie jest twój mąż, i zostań tutaj. Nie chcę żadnej niewiary w tym pokoju!”
Smith wszedł do sypialni małżeństwa, gdzie zobaczył martwego mężczyznę leżącego na łóżku w nocnej koszuli. Podniósł ciało męża, rzucił je na ścianę i krzyknął:
„ŻYJ! W imieniu Jezusa!”
Martwy mężczyzna upadł na podłogę. Smith znów go podniósł, rzucił na ścianę i ponownie zawołał:
„Powiedziałem: ŻYJ! W imieniu Jezusa!”
Mężczyzna znów upadł na podłogę, tym razem z otwartymi oczami… Nie, jeszcze nie ożył – Smith rzucił nim tak mocno, że oczy mu się otworzyły. Smith chwycił go po raz trzeci, krzyknął:
„Powiedziałem: ŻYJ! W imieniu Jezusa!”
I po raz ostatni cisnął nim o ścianę. Gdy mężczyzna opadał, zaczął kaszleć i oddychać! Wrócił do życia! Smith Wigglesworth spojrzał na niego i powiedział:
„Wstawaj i ubieraj się – twoja rodzina myśli, że nie żyjesz!”
Smith był przekonany, że moc Jezusa działa – nawet do tego stopnia, by wskrzeszać zmarłych.
Mam podobnie z wiarą w te sprawy.

Dodaj komentarz