„Jaki jest pożytek z bycia sławnym na ziemi, jeśli niebo nie zna twojego imienia?” powiedział Billy Graham. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ludzie myślą, że po śmierci jakoś to będzie, choć nie wiedzą jak. Trochę dziwna postawa. Chyba lepiej, żeby nie gdybać w tak ważnej sprawie? Myślę, że stawka, a gramy o nią każdego dnia (dopóki żyjemy), jest bardzo wysoka.
Co słyszymy najczęściej ze strony przeciętnego rozmówcy w sprawie życia po śmierci? Zacytujmy kilka wypowiedzi. „Czy ktokolwiek może wiedzieć, gdzie będzie po śmierci? To Bóg decyduje.” „Sądzę, że nie ma nic, kiedy umierasz”. „Mam nadzieję, że jeśli nie jestem jak Hitler to trafię do czyśćca”. „Mam nadzieję, że będę u Boga – przecież chodzę do kościoła”. „Będę z Bogiem, przecież Bóg jest miłością”. „Nikt nie może być pewny, co będzie po śmierci.”
Prawda jest taka, że nikt z nas nie może zasłużyć na niebo. Byłaby to zwykła arogancja i niewłaściwie ulokowana pewność siebie. Słusznie jednak twierdzą niektórzy, że od tego, jak przeżyjemy czas naszej ziemskiej egzystencji zależy, gdzie będziemy odliczać czas naszej wieczności. Będzie to miejsce obecności Najwyższego lub miejsce gdzie Go nie ma (przed którym to miejscem przestrzegam). Z pewnością z Bogiem w niebie będzie o wiele lepiej niż tutaj na ziemi. Pismo Święte informuje: „I usłyszałem donośny głos z nieba: Oto przybytek Boga jest z ludźmi i będzie mieszkał z nimi. Oni będą jego ludem, a sam Bóg będzie z nimi i będzie ich Bogiem. I otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu, i śmierci już nie będzie ani smutku, ani krzyku, ani bólu nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” (Obj.21,3-4).
„Wtedy Jezus skierował do niej słowa: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby nawet umarł, żyć będzie. A każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?” (J.11,25-26).
„Kto wierzy w Syna Bożego, ten ma to świadectwo w sobie (też, że będzie w niebie). Kto nie wierzy Bogu, uczynił Go kłamcą, gdyż nie uwierzył świadectwu, które złożył On o swoim Synu. Treścią tego świadectwa jest to, że Bóg dał nam życie wieczne (trzeba je przyjąć osobiście), a to życie jest w Jego Synu. Kto ma Syna ma to życie. Kto nie ma – nie ma życia. Napisałem to do was, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie życie wieczne” (1J.5,10-13).
Powyższe teksty (a jest ich dużo więcej) pokazują, że jeszcze tu na ziemi możemy mieć pewność, co będzie z nami po śmierci. Od tego jak osobiście potraktujemy Pana Jezusa i to, co zrobił na krzyżu dla każdego z nas, potwierdzając to zmartwychwstaniem, zależy gdzie będziemy na wieczność. To nie na naszych, ale na ojcowskich zasadach możemy być w niebie. Jan apostoł konkluduje swoje treści: „Napisałem to do was, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie życie wieczne„. Możemy wiedzieć i nic w tym złego – nie jest to żadna arogancja. Jeśli ktoś mnie zapyta jak ma na imię moja żona, nie odpowiem: „Mam nadzieję, że Ola”. Moja odpowiedź zawsze będzie taka sama – chyba wiecie jaka? W najważniejszej sprawie dotyczącej naszego istnienia, Bóg zrobił wszystko w Jezusie, abyśmy mogli mieć pewność swojej przyszłości po śmierci. On wiedział, że sobie w tej sprawie sami nie poradzimy. Do nieba nie może wejść coś skażonego – tam mieszka Święty i Czysty. Ale kiedy krew Jezusa oczyści nas, wtedy dostęp do miejsca najświętszego staje przed nami otworem.
„Jednak Bóg, hojny w swym miłosierdziu, kierując się swą wielką miłością do nas, i to martwych z powodu upadków, ożywił nas z Chrystusem. Bo z łaski jesteście zbawieni. On nas wraz z Chrystusem przywrócił do życia i wraz z Nim umieścił na wysokościach nieba. Uczynił to w Chrystusie Jezusie, aby ukazać w nadchodzących wiekach nadzwyczajne bogactwo swojej łaski w dobroci względem nas, właśnie w Chrystusie Jezusie. Gdyż z łaski jesteście zbawieni, przez wiarę. Nie jest to waszym osiągnięciem, ale darem Boga. Nie stało się to dzięki uczynkom, aby się ktoś nie chlubił.” (Ef.2,4-9)


Dodaj komentarz