Poniżej zamieszczam kilka zdań K.E.Hagina na temat skuteczności naszych osobistych modlitw zanoszonych z wiarą.
„Niektórzy posuwają się do stwierdzenia, że Pan nie odpowiada na osobiste modlitwy – modlitwy dotyczące naszych osobistych potrzeb i pragnień. Nic bardziej mylnego!
Tego rodzaju błędne myślenie przypomina mi pewną historię, którą kiedyś usłyszałem. Prowadziłem spotkanie, a pewna kobieta przyszła, aby zostać napełniona Duchem Świętym – i rzeczywiście tak się stało. Byłem tym szczególnie zainteresowany, ponieważ jej religijne tło było dość specyficzne. Wychowała się w kościele, gdzie nauczano, że cuda, uzdrowienia i inne tego rodzaju dary od Boga nie są już dostępne dla ludzi. Powiedziała mi, że w tym małym mieście, w którym głosiłem, była pod opieką lekarza rodzinnego, który wykrył u niej niepokojące objawy. Lekarz wysłał ją do specjalisty w Ft. Worth w Teksasie. Specjalista ostatecznie poinformował ją, że ma guza, ale nie był pewien, czy jest on złośliwy. Planowano operację, ale z jakiegoś powodu kobieta nie chciała poddać się zabiegowi. Postanowiła porozmawiać o tym z pewną pielęgniarką w szpitalu i powiedziała jej, że jeśli istnieje jakakolwiek inna możliwość niż operacja, wolałaby jej uniknąć. Pielęgniarka odpowiedziała: „A dlaczego nie pozwolisz, żeby Pan cię uzdrowił?” Kobieta odparła, że nie wiedziała, iż Pan może ją uzdrowić. Nie wierzyła, że cuda są możliwe w dzisiejszych czasach. Okazało się, że pielęgniarka była chrześcijanką wyznania pełnej ewangelii, więc zorganizowała wizytę swojego pastora, ponieważ sama, będąc na służbie, nie mogła zbyt dużo mówić na ten temat. Pastor przyszedł, pomodlił się za kobietę – i guz zniknął. Wykonano kolejne prześwietlenia, ale lekarze nie mogli znaleźć żadnego guza. Byli tym całkowicie zaskoczeni. Ostatecznie wysłali ją do domu, ale zanim opuściła szpital, zapytała pielęgniarkę o nazwę kościoła jej pastora i dowiedziała się, że jest to kościół pełnej ewangelii. Po powrocie do swojego miasta zaczęła uczęszczać do takiego właśnie kościoła. To wszystko wydarzyło się tuż przed moim przyjazdem. Kobieta opowiedziała mi też o swojej teściowej, która miała wówczas około siedemdziesięciu lat i od kilku lat mieszkała z nią i jej mężem. Była zachwycona tym, co Bóg dla niej uczynił, i za każdym razem, gdy modlili się z mężem przed posiłkiem, dziękowali Bogu za jej uzdrowienie. Ale prawie przy każdym posiłku ona i jej teściowa wdawały się w drobną sprzeczkę. Teściowa upierała się, że Pan jej nie uzdrowił – że prawdopodobnie nigdy nie miała żadnego guza. Wtedy kobieta przypominała jej o zdjęciach rentgenowskich, które dowodziły, że guz rzeczywiście był. Na co teściowa odpowiadała: „To po prostu był twój „czas na wyzdrowienie, a kaznodzieja i Bóg nie mieli z tym nic wspólnego, ponieważ Bóg nie czyni dziś takich rzeczy.” Twierdziła, że Bóg nie uzdrawia w dzisiejszych czasach i że nawet nie wysłuchał modlitwy tego pastora. Dodała też, że sama modliła się przez ponad pięćdziesiąt lat i nigdy nie otrzymała odpowiedzi na swoje modlitwy, ani nie znała nikogo, kto by ją otrzymał.
Ludzie tacy jak ta teściowa – a nawet niektórzy kaznodzieje – myślą w podobny sposób, ale nie można ich za to winić, bo są po prostu nieświadomi spraw duchowych.
Raz słyszałem kaznodzieję głoszącego w radiu, który powiedział, że Bóg nie słyszy indywidualnych modlitw ludzi – że słyszy tylko zbiorową modlitwę całego kościoła. Zdecydowanie temu zaprzeczam, ponieważ to jest niebiblijne. Powiem wprost: ten kaznodzieja skłamał. Wolę oskarżyć tego kaznodzieję o kłamstwo, niż oskarżyć Jezusa o kłamstwo, ponieważ to Jezus powiedział: „… O cokolwiek byście prosili Ojca w imię moje, da wam” (Ew. Jana 16:23).”
„Bóg nie jest człowiekiem, by kłamał, ani synem człowieczym, by żałował. Czyż On powie coś, a nie uczyni? Czy wypowie coś, a nie spełni?” (4Mj.23,19)


Dodaj komentarz