W 1994 roku Leonard Ravenhill (1907-1994) otrzymał wiele próśb od studentów seminarium, którzy chcieli się z nim spotkać, tylko po to, by położył na nich ręce, aby otrzymali jego „płaszcz” (duchowe dziedzictwo). Z typowym suchym brytyjskim humorem, ale jednocześnie śmiertelnie poważny, powiedział: ‘‘Wszyscy chcą mieć mój płaszcz, ale nikt nie chce mojego worka i popiołu.’’ W podobnym tonie wypowiedział się K.E.Hagin. Stwierdził mianowicie, że wielu chciało mieć takie duchowe rezultaty jak on, ale nie chcieli żyć (zapłacić ceny) jak on. Według mnie „czasami Im wolniej tym szybciej”. Mentorem Leonarda Ravenhilla był Samuel Chadwick, znany kaznodzieja metodystyczny i lider ruchu przebudzeniowego w Anglii. Chadwick był dyrektorem Cliff College, gdzie Ravenhill studiował, i miał ogromny wpływ na jego życie duchowe oraz podejście do kaznodziejstwa. Samuel Chadwick kładł duży nacisk na modlitwę, moc Ducha Świętego i gorliwość w głoszeniu Ewangelii, co wyraźnie odzwierciedlało się w późniejszej służbie Ravenhilla. Kiedy słuchamy ludzi mądrzejszych od nas wygrywamy. W innym przypadku mamy nikłe szanse, by nasze życie poszło do przodu. Wielu młodych ludzi myśli, że wychodząc do przodu „do ołtarza” i prosząc o przekazanie namaszczenia otrzymają jak za pomocą ruszciki czarodziejskiej wszystko to, co wielcy mężowie Boży osiągnęli ciężką pracą. W Królestwie Bożym nie da się pójść na skróty. Ale kiedy uczeń będzie naprawdę gotowy znajdzie się nauczyciel. Jak dla mnie czasem również niektórzy kaznodzieje popełniają błąd, wkładając pochopnie ręce na innych. Myślą pewnie, że z jednej strony są wyjątkowi (pycha) a z drugiej oszukują ludzi, „przekazując namaszczenie”, które nie zastąpi przecież procesu uczniostwa. Pan Jezus poświęcił ostatnie 3.5 roku swojego życia swoim uczniom. Mieli Go na wyciągnięcie ręki, by uczyć się od niego i mieć co przekazać innym. Mnie osobiście nie zachwycają wielkie chrześcijańskie konferencje. Może jest na nich okazja, by poskakać i pośpiewać oraz posłuchać dobrego nauczania. Ale gdzie w tym wszystkom mamy czynienie uczniów? Kaznodzieja w prawdzie fajnie głosił i w najlepszym przypadku zobaczymy go za rok. Jednak nikt ze słuchaczy nie zobaczył jak mówca żyje, jak buduje relację z żona i dziećmi, nie mówiąc jak sobie radzi w relacji z innymi (chrześcijanami i niechrześcijanami). W ewangelicznym środowisku mamy obecnie dużo motywowania i niesamowitych świadectw oraz nauczania z Biblii, ale prawie w ogóle nie ma budowania charakteru. Logicznym jest, że bez tego ostatniego nie będziemy mieli silnego kościoła.

Dodaj komentarz