„Kościół, który nie potrafi oddawać czci Bogu, musi być zabawiany. A przywódcy, którzy nie potrafią prowadzić Kościoła do uwielbienia Boga, muszą zapewnić mu rozrywkę.” — A. W. Tozer
Słowo „rozrywka” pochodzi od czasownika „rozrywać”.
Pierwotnie „rozrywać” (słowo w języku polskim) oznaczało dosłownie rozdzierać, odrywać coś od czegoś, rozłączać. Z czasem pojawiło się znaczenie przenośne: odrywać człowieka od jego zajęć, trosk, codziennych obowiązków — czyli dostarczać mu zajęcia, które pozwala mu się od nich „oderwać”.
Pamiętam jak nasze dzieci były bardzo małe. W tamtym czasie musiałem się nauczyć odwracać ich uwagę od rzeczy niebezpiecznych lub mało pożytecznych. Również kiedy próbowały płakać lub po prostu marudzić pokazywałem im różne sztuczki lub kierowałem uwagę na inne obiekty zainteresowań. Używałem do tego słów, gestów, tonu głosu itd. Dzieci jednak szybko dorastały i musiałem zmienić sposób podejścia. Potrzebowały nauczania oraz dyscypliny.
Podobnie z kościołem – nie powinien być kojarzony tylko z miłą atmosferą, miłym pastorem i miłą grupą ludzi. Kiedy słyszę o naszym kościele słowa typu: „W Arce jest fajnie” włącza mi się czerwona lampka ostrzegawcza. Chcemy czegoś więcej – czyż nie?
Kościół może mieć pełną scenę — a jednocześnie pusty ołtarz.
Światła, muzyka, kreatywność i doskonałość nie są wrogiem. Wszystkie te rzeczy mogą służyć świętemu celowi. Ale uwielbienie to coś więcej niż śpiewanie. To odpowiedź serca na godność i wielkość Boga — wyrażana poprzez cześć, posłuszeństwo, poddanie, modlitwę, głoszenie Słowa, hojne, chętne dawanie, śpiew oraz po prostu uczniostwo..
Kiedy przyciąganie ludzi staje się ważniejsze niż oddawanie chwały Bogu, zgromadzenie niepostrzeżenie zamienia się w przedstawienie.
Platforma, na której stoją kaznodzieja, czy muzycy i śpiewacy, staje się centrum uwagi. Zgromadzenie występuje w roli publiczności. A Chrystus zostaje odsunięty na dalszy plan.
Niebezpieczeństwo nie polega na tym, że muzyka jest nowoczesna albo że sposób prezentacji jest profesjonalny. Niebezpieczeństwo polega na tym, że ludzie mogą wyjść z nabożeństwa pod wrażeniem wszystkiego, czego doświadczyli — a jednocześnie nie zostać przemienieni przez Chrystusa, którego całe zgromadzenie miało doświadczać.
„My wszyscy więc, z odsłoniętą twarzą, odbijając niczym w zwierciadle chwałę Pana, przeobrażamy się na obraz jej samej, z chwały w chwałę – tak, jak to sprawia Duch Pana.’ (2Kor.3:18)
Pójdę jeszcze dalej i w swej analizie zacytuję Dietricha Bonhoeffera, który powiedział:
„Chrześcijaństwo bez uczniostwa jest zawsze chrześcijaństwem bez Chrystusa.”
Postawię więc kilka pytań:
Czy jesteś w procesie uczniostwa?
Czy pragniesz doświadczyć przemiany, którą daje Duch Święty?
Czy już wiesz, że kościół to miejsce treningu i przygotowania a nie miejsce zabawiania – odrywania wierzących od problemów codziennego życia?


Dodaj komentarz