Niezależność

„Brak modlitwy jest duchem niezależności od Boga.” — Adrian Rogers

Przez lata swojej służby duszpasterskiej w Memphis, a także podczas szeroko zakrojonej działalności kaznodziejskiej, która docierała do kościołów daleko poza jego własną wspólnotę, Adrian Rogers wielokrotnie powracał do kwestii modlitwy z niezwykłą prostotą i bezpośredniością.

Rozumiał, że wielu wierzących nie zaprzecza otwarcie istnieniu Boga, a jednak żyje w praktycznym oddaleniu od Niego — i to oddalenie nie staje się mniej poważne tylko dlatego, że wygląda pobożnie i przyzwoicie. Aktywność trwała, kazania były słuchane, obowiązki wykonywane, a życie toczyło się dalej. Jednak pod powierzchnią tego wszystkiego kryło się ciche założenie, że wielu rzeczach można poradzić sobie samemu, bez prawdziwej zależności od Pana.

Właśnie dlatego to stwierdzenie ma taką moc.

Brak modlitwy nie jest jedynie słabością dyscypliny czy chwilowym zaniedbaniem życia duchowego. U swojej podstawy ujawnia serce, które próbuje żyć bez pełnego oparcia się na Bogu.

Jest to forma niezależności — czasem subtelna, czasem ukryta pod pozorem religijności — ale wciąż jest to niezależność.

Rogers często podkreślał, że modlitwa nie ma na celu naginania Bożej woli do naszej. Modlitwa wprowadza nas w Bożą wolę.

Człowiek, który zaniedbuje modlitwę, nie tylko nie prosi. Żyje tak, jakby wyjaśnienia, własne zdolności, rutyna czy wysiłek mogły udźwignąć to, co jest w stanie podtrzymać jedynie Bóg.

Dlatego brak modlitwy pozostawia duszę ubogą, zagubioną i duchowo niedożywioną.

Jednocześnie Rogers nie przedstawiał modlitwy jako ciężaru nakładanego na zmęczonych ludzi, lecz jako jeden z największych przywilejów, jakie zostały im dane. Do modlitwy bowiem Bóg nie zmusza, lecz zaprasza.

Rozwiązaniem nie jest to, abyśmy stali się imponujący w modlitwie, lecz abyśmy stali się szczerzy przed Bogiem.

Jeśli nasze pragnienia są niewłaściwe — przynieśmy je Bogu.
Jeśli nasze serce jest zimne — wyznajmy to.
Jeśli mamy niewiele słów — zacznijmy właśnie od nich.

Dusza, która chwyta się Boga obiema rękami, zaczyna rozumieć, co znaczy żyć opierając się na Bożej obietnicy, a nie na własnej samowystarczalności.

To właśnie w modlitwie ta zależność zostaje odbudowana. To właśnie tam wierzący zostaje przywrócony do postawy, w jakiej od początku miał żyć.

„Beze mnie nic uczynić nie możecie.” (J.5:5)


powered by Advanced iFrame

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *