19 września 2003 roku odszedł do Pana mój ojciec wiary, pastor Kenneth E. Hagin.
Był gigantem wśród ludzi wierzących, a zarazem najpokorniejszym człowiekiem, jakiego można było spotkać. Jestem wdzięczny Panu za rzeczy, których od niego się nauczyłem. Treści biblijne, które głosił i ich interpretacja zmieniły moje życie. Obecnie żyję i służę zgodnie z tym, co Bóg powiedział do mnie przez tego męża Bożego.
Dla mnie brat Hagin był i na zawsze pozostanie „Tatą”. Jego miłość i dobroć dodawały mi otuchy, bym mógł iść również w najtrudniejszych okresach mojego życia. Niektórzy mówią, że „rzadko rozmawiał”. Spotkałem się z nim tylko raz w 2000 roku i faktycznie nie był wylewnym człowiekiem. Nie miałem możliwości rozmawiać z nim jak Christopher Alam czy Keith Moore. NIe zmienia to faktu, że czytanie jego ponad 60 książek założyło fundament dla mojego funkcjonowania i nauczania.
Chyba wszystkim nam wciąż brakuje pastora Kennetha. Opowiedziane przez niego świadectwa wciąż wzbudzają zachętę i radość, by iść dalej w biegu, który Bóg nam wyznaczył. Papa Hagin nigdy się nie poddawał, choć doświadczał krytyki z wszystkich stron. W pewnym sensie był założycielem Ruchu Wiary i głosił Ewangelię powodzenia, ale pieniądze nie były celem ale jedynie środkiem płatniczym. Przeznaczał ogromne kwoty na rzecz pomocy innym i by ewangelia była głoszona. Nie zgadzał się na nadużycia, które dostrzegał nawet w służbie swoich synów i córek duchowych. Był człowiekiem świętości, miłości, wiary i prawdy, a w ślad za tym podążały łaska Boża i cuda.
Tata Hagin jest już w Niebie, ale patrzy na nas, jak i gdzie biegniemy na tej ziemi…
„Z tego powodu my, otoczeni tak wielką rzeszą świadków, odrzućmy wszelkie przeszkody oraz krępujący nas grzecha i biegnijmy wytrwale w wyznaczonym nam wyścigu. Utkwijmy wzrok w Jezusie, w Tym, który wzbudza i doskonali wiarę, i który ze względu na czekającą Go radość wycierpiał krzyż, nie zważając na hańbę, i zajął miejsce po prawej stronie tronu Boga.” (Hebr.12:1-2)

Dodaj komentarz