Charles Finney udał się na kolejne spotkanie jako prezbiterianin. Mówił przez około piętnaście minut, gdy nagle spadła na niego moc Boża. Około czterystu ludzi spadło ze swoich miejsc na podłogę – a to było w kościele prezbiteriańskim! Finney nie wiedział, co się dzieje, ale później dowiedział się, że wszyscy oni byli grzesznikami i właśnie zostali zbawieni, gdy upadli pod mocą Bożą.
Finney modlił się o przebudzenie. Był prawdziwym człowiekiem modlitwy. Powiedział, że miał pewne doświadczenia w modlitwie, które wręcz go zaniepokoiły.
Dodał, że zdarzało mu się mówić do Pana: „Panie, nie sądzisz chyba, że nie będziemy tu mieli przebudzenia, prawda? Nie myślisz, że mógłbyś wstrzymać swoje błogosławieństwa?”
Znajdował się w sytuacjach, w których przypominał Panu Jego własne obietnice i działo się!
Świat potrzebuje objawienia synów Bożych. Wręcz stworzenie całe wespół wzdycha i boleje nad tym, by doświadczyć wolności, którą mają dzieci Boże. Brata Karola nie ma już z nami od bardzo dawna, ale możemy pójść jego drogą – drogą świętości, wytrwałej modlitwy i odwagi w zwiastowaniu ewangelii. Rezultaty mogą być tylko jednego rodzaju. Może jednak dla pewności zacytuję cały fragment z listu do Rzymian. „Uważam przy tym, że teraźniejsze cierpienia nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić. Bo stworzenie z tęsknotą oczekuje objawienia się synów Boga. Gdyż stworzenie zostało poddane marności – nie z własnej woli, lecz z woli Tego, który je poddał – w nadziei, że i samo stworzenie zostanie wyzwolone z niewoli skażenia i wprowadzone w chwalebną wolność dzieci Boga. Wiemy bowiem, że całe stworzenie aż do teraz wzdycha i znosi bóle rodzenia” (Rz.8,18-22).

Dodaj komentarz