„Kiedy człowiek staje się chrześcijaninem, staje się pracowity, godny zaufania i zamożny. A jeśli ten człowiek, kiedy zdobędzie wszystko, co może, i oszczędzi wszystko, co może, a nie odda wszystkiego, co może, to mam większą nadzieję w Judaszu Iskariocie niż w tamtym człowieku!” – John Wesley
Twórca metodyzmu hołdował zasadzie:
„Gain all you can, save all you can, give all you can.”
(„Zarabiaj wszystko, co możesz; oszczędzaj wszystko, co możesz; dawaj wszystko, co możesz.”)
W szerszej wersji myśli Wesley’a brzmią w następujący sposób:
„Religia musi koniecznie rodzić zarówno pracowitość, jak i oszczędność, a te nie mogą nie przynosić bogactwa. Ale wraz ze wzrostem bogactwa wzrastają pycha, gniew i miłość do świata we wszystkich jego przejawach. Jak więc można oczekiwać, że metodyzm, czyli religia serca, przetrwa? (…) Gdziekolwiek prawdziwe chrześcijaństwo się rozprzestrzenia, tam pracowitość i gospodarność prowadzą do wzrostu dóbr materialnych. A to z kolei rodzi pychę, namiętności i przywiązanie do świata. (…) Dlatego napominam wszystkich chrześcijan: zarabiajcie wszystko, co możecie; oszczędzajcie wszystko, co możecie; dawajcie wszystko, co możecie.”
Rozważania brata John”a są ostrzeżeniem przed gromadzeniem bogactwa bez hojności. Jego główna myśl brzmi: bogactwo samo w sobie nie jest problemem; problemem jest zatrzymanie go dla siebie zamiast używania go dla dobra innych i na chwałę Boga.
Poznałem zbyt wielu wierzących ludzi, którzy w wyrafinowany sposób wykpili się z bycia hojnymi. Jednym z takich pomysłów ludzi skąpych jest przekonanie, że dziesięcina nie jest nowotestamentową ideą. Nawet bym się zgodził z ich interpretacją gdyby ci ludzie dawali do swoich kościołów lokalnych więcej niż 10% swoich dochodów. Prawda jest jednak taka, że kiedy wierzący ludzie zaczynają prosperować i w mądry sposób oszczędzać nagle odkrywają, że 10% dochodów to bardzo duża kwota i można ją raczej przeznaczyć na lepszą edukację własnych dzieci, czy też zainwestować w kolejny biznes, lub kupić lepszy samochód. Przecież ciężko na to pracowali. A kościół – ich wspólnota obejdzie się czymś dużo mniejszym niż ich ciężko zarobione 10% dochodów. Tacy ludzie wg Wesley’a są gorsi od Judasza.
„Boję się” jak ognia ducha materializmu i skąpstwa – zabroniłem sobie nie dawać. Chcę naśladować mojego Ojca w niebie, który dał Syna, by mnie zbawił. Okradanie Boga nigdy nie wychodzi na dobre (w dłuższej perspektywie) nikomu z tych, którzy tak postępują.


Dodaj komentarz