„Wolałbym zranić ich prawdą, niż zabić kłamstwem.” Jan Hus
Wielki sługa Boży Jan Hus zginął właśnie dlatego, że nie przestał mówić prawdy – prawdy, która bolała również ówczesnego papieża. Oczywiście Jan mógł poprzestać na pochlebstwach i kontynuować wspaniałą kapłańską, kaznodziejską oraz uczelnianą karierę. Odkrył jednak, że bolesna prawda jest miliony razy lepsza niż słodkie kłamstwo. Musiał jednak wybrać ponieważ wiedział czym ryzykuje. Profesor teologii Jan Hus zdecydował się bronić Boga i Ewangelii. Wiedział, że „wkłada kij w mrowisko”. Działał podobnie jak Pan Jezus, który podczas chwalebnego wjazdu do Jerozolimy, kiedy wybrzmiewało „Hosanna” („uratuj nas teraz”), zamiast skręcić w prawo i zniszczyć Fortecę rzymską („Antonia”), aby zaspokoić oczekiwania ludu, skręcił w lewo. Wkroczył do Świątyni – Domu swojego Ojca – i oczyścił Dom Modlitwy. Jak domyślacie się, to już było dla niektórych za dużo. W zasadzie, postępując w ten sposób, Pan Jezus, w pewnym sensie, przyspieszył swoją męczeńską śmierć. Religijni mędrcy, podobnie jak później w przypadku Jana Husa, nie przyjęli raniącej (bolesnej) prawdy o nich samych. Zaatakowali – zaczęli się bronić i doprowadzili Jezusa na krzyż. Husa natomiast został potraktowany ogniem (choć miłosiernie chwilę przed spaleniem został ugodzony nożem).
Po co takie szczegóły? Odpowiedź jest dość prosta. Historia lubi się powtarzać. Nie szukamy raniącej prawdy, lecz przyjemnych kłamstw i pochlebstw. Nie zauważamy jednak, że te ostatnie prowadzą do powolnej duchowej śmierci – prowadzą do stagnacji.
Postawa psalmisty jest dla nas odważnym rozwiązaniem. Autor Psalmu 141 domaga się (akurat w tym przypadku) korekty od Bożego człowieka – od sprawiedliwego (na przykład od ojca duchowego). Bez względu na to, jak będzie bolało, autor psalmu wybiera prawdę, która wyswobadza. Tak, „poznacie prawdę, a ta was wyswobodzi” – powiedział Pan Jezus. Najwyraźniej przed usłyszeniem raniącej, lecz uwalniającej prawdy, słuchacze według Pana byli zniewoleni – coś im dolegało, choć najprawdopodobniej nie zdawali sobie z tego sprawy. Czytajmy więc:
„Niech mnie uderzy sprawiedliwy – to będzie dla mnie łaska, niech mnie taki skarci – to będzie jak najlepszy olejek. Przed nim nie cofnę swej głowy, … .” (Ps 141:5)
Co wybierasz, drogi czytelniku: łaskę i olejek, który przynosi cios sprawiedliwego, czy pozorną łaskę i krótkotrwałą przyjemność, które przynoszą miłe kłamstwa zwane na przykład pochlebstwem? Bracie w krawacie niezależność od ciała Jezusa Chrystusa i własna racja niekorygowane przez nikogo (zarówno Boga jak i ludzi) prowadzą w ostatecznym rozrachunku do opłakanych rezultatów. Chciałbym wraz z bratem Husem, psalmistą i Panem Jezusem, byś tego uniknął. Paweł apostoł miał talk wiele pokory, by po wielu latach owocnej służby poddać się ocenie swoich poglądów. Podobnie jak apostoł Piotr potrafił przyjąć napomnienie – korektę od Pawła. Zbyt często słyszę, że wierzący ludzie nie uznają żadnych ludzkich autorytetów – nie dopuszczają nikogo do swojego życia. Automatycznie są skazani na zwiedzenie, lecz nie widzą tego i brną w swych chorych przekonaniach, probując przekonać o nich innych. Proszę dorośnijmy wreszcie! Jeśli zranił cię lider, pastor, mentor nie buduj na tym fałszywych doktryn. A propos – a może to jednak twój lider miał rację? Wiem, że bolało. A jeśli ów przywódca się jednak pomylił nie oznacza to wcale, że nie potrzebujesz mentora, ojca duchowego, pastora, lidera w osobie człowieka. Tak ci ludzie są niedoskonali i zdadzą sprawę ze swojego szafarstwa, lecz nie można wylewać dziecka z kąpielą.
„Bądźcie posłuszni i ulegli swoim przewodnikom. Czuwają oni nad waszymi duszami i zdadzą z tego sprawę. Niech to czynią z radością, a nie z narzekaniem, bo to nie wyszłoby wam na korzyść.” (Hebr 13:17)
Prosta instrukcja (jest więcej treści w Biblii w tym stylu) a tak trudna ją zaakceptowania.


Dodaj komentarz