Jonathan Edwards (1703-1758) i jego żona byli uważani za dobre małżeństwo – zgrany zespół. Sarah (1710-1758) dorastała na plebanii, ucząc się, jak być żoną pastora. George Whitefield, słynny ewangelista z Anglii, odwiedził kiedyś ich dom i powiedział: „Słodszego małżeństwa nie widziałem.” Będąc jeszcze kawalerem, Whitefield zaczął się modlić, aby Bóg dał mu taką towarzyszkę życia jak Sarah Edwards. Samuel Hopkins, wówczas młody kaznodzieja na praktyce, wspominał: „Nikt, kto miał rozeznanie, nie mógł przebywać w tym domu, nie dostrzegając i nie podziwiając doskonałej harmonii, wzajemnej miłości i szacunku, jakie panowały między nimi.”
Sam Jonathan mówił, że rozmowa z Sarah „sprawiała mu przyjemność„; jej duch dodawał mu siły w życiu duchowym, a jej obecność „przynosiła mu pokój.” Bardzo cenił zdanie swojej żony, dlatego co wieczór czytał jej to, co napisał w ciągu dnia, a następnie wsłuchiwał się w jej odpowiedź, zanim razem odbywali wieczorne nabożeństwo.
Mieli razem 11 dzieci, a Sarah, mimo licznych obowiązków, wspierała męża w jego intensywnej służbie. Jej wiara i charakter były świadectwem dla innych – niektórzy historycy uważają, że jej życie duchowe miało niemniejszy wpływ na przebudzenie niż kazania Jonathana.
Ciekawe, że umarli w tym samy roku. Sarah odeszła 12 dni po śmierci męża. Może nie chciała już walczyć z chorobą płuc skoro odszedł jej ukochany?

Dodaj komentarz