Mam tak samo

To co przeczytacie poniżej jest również moją opinią i podobnym doświadczeniem.

Piszę jako ktoś, kto dorastał w okresie Wielkiego Przebudzenia w Afryce Wschodniej, uważanego przez wielu za jeden z najdłużej trwających ruchów przebudzeniowych w historii Kościoła. Jego początki sięgają około 1929 roku, a jego wpływ utrzymuje się od niemal stu lat, rozprzestrzeniając się po Afryce Wschodniej i poza jej granicami. Narodziłem się na nowo w wieku dwunastu lat w Ugandzie, gdy to niezwykłe przebudzenie wciąż kształtowało kościoły i całe społeczności.

Ruch ten był znany jako Balokole, co oznacza „zbawionych”. Charakteryzowały go pokuta, świętość, pojednanie, żarliwa modlitwa i gorliwe głoszenie Ewangelii. Pojawiały się niezwykłe świadectwa cudów, uzdrowień, uwolnień i nadprzyrodzonych interwencji. Doświadczaliśmy prześladowań, przemocy i wstrząsów politycznych. A jednak przebudzenie trwało.

Krótko po moim nawróceniu dołączyłem do niewielkiej wspólnoty, która szybko rozrosła się w ruch obejmujący dziesiątki tysięcy ludzi w ponad czterdziestu miastach i miasteczkach. Byłem świadkiem niezwykłych wydarzeń, w tym świadectw o wskrzeszeniach z martwych oraz tajemniczych nieznajomych — uważanych za aniołów — którzy wskazywali ludziom drogę na spotkania kościelne, a następnie znikali bez żadnego wyjaśnienia.

Jednak tym, co wyróżniało to przebudzenie, była jego prostota. Nie było kaznodziejów-celebrytów, wystawnych widowisk ani kampanii marketingowych. Zwykli wierzący modlili się o chorych, dzielili się swoją wiarą i pomagali nowo nawróconym wzrastać w wierze. Zbawienie oznaczało misję.

Tak właśnie poznałem przebudzenie. Być może więc rozumiecie, dlaczego po latach byłem wstrząśnięty, gdy zetknąłem się z niektórymi zjawiskami, które współczesny Kościół nazywa przebudzeniem.

Pozwólcie, że wyrażę się jasno. Wierzę w cuda, znaki, niezwykłe dzieła, uzdrowienia, uwolnienia i nadzwyczajne przejawy Bożej mocy. Widziałem zbyt wiele, by odrzucać rzeczywistość nadprzyrodzoną. Niepokoi mnie jednak to, że nasza fascynacja niezwykłymi doświadczeniami może przesłonić nam prawdziwy cel przebudzenia.

Przebudzenie jest suwerennym dziełem Boga, które prowadzi ludzi do pokuty, świętości i misji. Ruch przebudzeniowy w swojej najgorszej postaci jest ludzką próbą wyprodukowania efektów tego dzieła.

Staliśmy się zadziwiająco biegli w tworzeniu pozorów przebudzenia. Przyciemnij światła, wypełnij pomieszczenie dymem, stopniowo buduj muzyczne napięcie, zaproś charyzmatyczną osobowość i stwórz atmosferę silnych emocji. Dodaj do tego tunele ognia, obłoki chwały, pióra aniołów, złoty pył, spoczywanie na grobach, duchowe portale i inne niezwykłe zjawiska — a nagle wszyscy zakładają, że musi dziać się coś nadprzyrodzonego.

Jednak intensywność emocji niekoniecznie oznacza duchową przemianę. Szczerość sama w sobie nie stanowi potwierdzenia biblijnego autorytetu, a manifestacje nie dowodzą automatycznie obecności Boga. Kiedy zaczęliśmy oceniać przebudzenie na podstawie tego, co dzieje się z ciałami ludzi, zamiast tego, co dzieje się z ich życiem?

Kolejnym problemem jest wzrost kultu duchowych celebrytów. Gwiazdorzy przebudzeniowi, specjalne namaszczenia, wyjątkowe udzielanie duchowej mocy i konferencje skupione wokół konkretnych osobowości stworzyły kulturę, w której wierzący podróżują tysiące kilometrów w poszukiwaniu czegoś, czego — jak sądzą — nie mogą znaleźć we własnym lokalnym kościele. Tymczasem Duch Święty nigdy nie miał stać się prywatną własnością duchowej gwiazdy.

A co z biznesem związanym z przebudzeniem? Konferencje, sprzedaż gadżetów i materiałów, specjalne ofiary, płatny dostęp oraz kampanie promocyjne mogą przekształcić duchowy głód w dochodowy przemysł. Nie ma nic złego w pokrywaniu uzasadnionych kosztów służby. Sam robiłem to przez dziesięciolecia. Jednak gdy promowanie przebudzenia staje się ważniejsze niż czynienie uczniami, coś jest poważnie nie tak.

Nie powinniśmy również mylić popularności z przebudzeniem. Wielkie tłumy i miliony wyświetleń w internecie mogą cieszyć, ale sukces organizacyjny nie gwarantuje duchowego zdrowia. Jezus polecił nam czynić uczniami, a nie jedynie gromadzić tłumy.

Być może najsmutniejszą konsekwencją ruchów przebudzeniowych jest wyczerpanie, które po sobie pozostawiają. Przywódcy zmagają się z podtrzymywaniem ekscytacji, a zbory stają się uzależnione od dramatycznych doświadczeń. Zwyczajna modlitwa, wierne głoszenie Słowa, cierpliwe uczniostwo i ciche posłuszeństwo zaczynają wydawać się niewystarczające. Cóż za tragedia, gdy zwykła wierność zaczyna być postrzegana jako coś gorszego od nadzwyczajnych manifestacji!

Jak zatem rozpoznać prawdziwe przebudzenie?

Wierzę, że jego najbardziej trwałym świadectwem jest przemienione życie: coraz większe pragnienie naśladowania Chrystusa i chodzenia Bożymi drogami, odnowiony głód Jego Słowa, szczera miłość do Jego ludu, zaangażowanie w społeczność lokalnego kościoła oraz głęboka troska o tych, którzy jeszcze Go nie znają.

Tak właśnie wyglądało to w moim życiu. Jako nowy wierzący niemal nie potrafiłem odłożyć Biblii, a ponadto chciałem, by każdy, kogo znałem, doświadczył zbawienia, które sam odnalazłem. Nie miałem platformy do głoszenia ani wykształcenia teologicznego. Po prostu otrzymałem nowe życie w Chrystusie.

Drodzy przyjaciele, nie nawołuję do Kościoła pozbawionego nadprzyrodzonej mocy. Wręcz przeciwnie! Wzywam do tego, by Kościół nie zastępował treści widowiskiem, posłuszeństwa ekscytacją, a panowania Jezusa Chrystusa kultem duchowych celebrytów.

Nie musimy sztucznie wzniecać ognia. Potrzebujemy pokuty bez manipulacji, uwielbienia bez odgrywania przedstawienia oraz nadprzyrodzonych spotkań z Bogiem, które prowadzą do trwałej przemiany. Ostatecznie miarą przebudzenia nie jest to, jak głośno krzyczeliśmy, jak silnie reagowały ciała ludzi ani jak spektakularnie wyglądały manifestacje.

Pytanie brzmi: co pozostało, gdy zakończyły się spotkania?

Jezus powiedział:

„Tak więc po ich owocach poznacie ich.” (Mt.7:20)

KTO MA USZY DO SŁUCHANIA, NIECHAJ SŁUCHA!


powered by Advanced iFrame

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *