Bóg niekoniecznie chce czegoś od ciebie, raczej chce ciebie.
Większość ludzi podchodzi do Boga jak do swoistej transakcji.
„Co mogę dać?”
„Co muszę naprawić?”
„Co muszę zrobić, żeby na to zasłużyć?”
Ale Bóg nie szuka twojej wydajności, jak to było na przykład w Związku Radzieckim.
Nie skupia się na twoim wysiłku.
Nie jest pod wrażeniem twojej aktywności.
Nie czeka, aż staniesz się „lepszy” sam w sobie i we własnej sile.
On chce ciebie.
Nie twojej dopracowanej wersji.
Nie twojej religijnej wersji.
Nie twojej silnej wersji.
Ciebie.
Tego, który jest zmęczony.
Tego, który się zmaga.
Tego, który wie, że nie ogarniesz wszystkiego tak czy inaczej.
Spędzamy życie, próbując coś Bogu zaoferować…
Podczas gdy On przez cały czas czeka na nas, aby z nami być.
Przed popełnieniem grzechu przez Adama i Ewę pierwsi ludzie, choć posiadali władzę nad ziemią, byli przeznaczeni do relacji z Ojcem. Dopóki z Nim chodzili, przebywali i rozmawiali, wszystko miało cudowne efekty. Niestety, w momencie rozpoczęcia dialogu z kimś innym – szatanem, tak wiele się zmieniło.
Złe towarzystwo psuje dobre obyczaje (1 Kor 15,33). Wspaniałe jest jednak to, że Bóg z nas nie zrezygnował, choć my wszyscy zrezygnowaliśmy z Niego. On wciąż na nowo puka do twoich drzwi. Jeśli tylko usłyszysz i otworzysz drzwi, Pan Jezus wejdzie i będzie z tobą na nowo ucztował (wieczerzał), a ty z Nim (Obj 3,20).


Dodaj komentarz