Myślę, że znamy to powiedzenie: „Aby kogoś naprawdę poznać, trzeba z nim beczkę soli zjeść.” Prawdziwe poznanie drugiego człowieka wymaga więc długiego czasu i wielu wspólnych doświadczeń. Beczka soli symbolizuje ilość soli, jaką zużyłoby się przez lata wspólnego jedzenia, co podkreśla, że powierzchowne znajomości nie dają pełnego obrazu czyjejś osobowości. NIe jemy przecież codziennie zbyt dużo soli, gdyż jest to jedynie przyprawa, a w zamierzchłych czasach sól stanowiła środek konserwujący. Stąd beczka soli jednoznaczenie steruje, iż dochodzenie do miejsca poznania jakiejś osoby jest długim procesem.
W takim razie powstaje ważne pytanie: „Ile czasu potrzeba, by poznać Boga?” Pismo Święte uczy nas, że nasze poznanie jest cząstkowe. Zacytujmy Pawła: „Gdyż teraz widzimy zagadkowe kontury. Nadejdzie jednak czas, gdy zobaczymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części. Przyjdzie jednak czas, kiedy poznam tak, jak zostałem poznany (przez Boga)” (1Kor.13,12). Apostoł napisał, że Bóg poznał go nawskroś. W drugą stronę sytuacja jest jednak inna. Dopiero w niebie zrozumiemy wszystko i pojmiemy w pełni jak piękny, mądry, święty, potężny i dobry jest Bóg. Moim prywatnym zdaniem jak już dotrzemy do miejsca przeznaczenia (ojczyzna w niebie) całą wieczność zajmie nam odkrywanie Jego istoty. Takie niekończące się cudowne doświadczenie.
Dobrze powstaje jednak kolejne pytanie: „Cóż wiem o Bogu dzisiaj?” Powiem za świętym Pawłem tak: „Wiem komu zaufałem” (2Tym.1,12). Kiedy 40 lat temu nawracałem sę do Jezusa przewidywałem (nauczony przez babcię i mamę), że strony Ojca nie może mnie spotkać nic złego. Najlepsze z tego było osobiste spotkanie z Synem Bożym. Od dzieciństwa wiedziałem o Chrystusie same dobre rzeczy. Nigdy nie zgrzeszył, umarł za moje grzechy oraz uzdrawiał, uwalniał i wskrzeszał z martwych zwykłych ludzi. Do tego kochał grzeszników (także mnie) i im przebaczał. Dorastałem w takim zrozumieniu. Na koniec jako jedyny powstał z martwych po swojej śmierci krzyżowej i został uniesiony do nieba. Nie znałem Biblii ale wiedziałem, że nie było i nie będzie takiego „kozaka” jak On. Budda, Mahomet, Konfucjusz i wszyscy im podobni, a nadal spoczywają w grobie – tak naprawdę ich kości. Nota bene wszyscy oni odżegnywali się, by nazywać ich bogiem. Jedynie Jezusa otwarcie mówił, że jest równy Ojcu. On śmiał nazywać się Bogiem. No i w końcu przyszedł moment, że ten religijny chłopak (22 lata) ze łzami w oczach uklęknął i oddał jako zagubiony grzesznik całe życie Jezusowi. Właśnie wtedy zaufałem Panu i pożegnałem się z martwą religią (odpusty, modlitewne litanie, święcona woda, relikwie, sakramenty, czyściec i mnóstwo innych rzeczy). Dzisiaj z perspektywy czasu WIEM KOMU ZAUFAŁEM! Przeszliśmy z żoną bardzo wiele okropnych chwil, ale Jezus zawsze był przy nas i był w naszych sercach. Nigdy nie odwrócił się od nas i dotrzymał każdej złożonej przez siebie obietnicy (jest 22,5 tysiąca obietnic w Biblii).
Od 40 lat nie kłamię, nie kradnę itd. On błogosławi mnie jak obiecał bez względu na to jaka jest polityczna czy ekonomiczna sytuacja kraju. NIe muszę oszukiwać innych, by „wyjść na swoje”. Nie jestem wprawdzie dyrektorem banku, czy zasobnym biznesmenem, lecz nadal Mu ufam – On jest Jahwe Jireh (Ten, który zaopatruje). Ojciec jest w stanie udzielić mi obficie wszelkiej łaski, abym zawsze we wszystkim miał dostatek i coraz częściej brał udział w każdym dobrym dziele (2Kor.9,8). Oczywiście kluczem do takiej sytuacji jest moja hojność. Zgodnie ze słowami: „Hojnie rozdziela, wspiera ludzi biednych – jego (czyli moja) sprawiedliwość trwa wiecznie (2Kor.9,9). Tak Bóg działa kiedy Mu ufamy i Go naśladujemy. Malachiasz napisał: „Od was to zależy, czy wam okaże przychylność – mówi PAN Zastępów” (Mal.1,9). Zaufałem Jezusowi, naśladuję Go we wszystkim, a to sprawia, że Ojciec iem w niebie może powierzyć mi więcej. Kiedy dzielę się z innymi ostatnią kromką chleba prawdopodobnie udowadniam Jezusowi, że może dać mi więcej, bo tego nie sprzeniewierzę. Nie kupię sobie na przykład skarpet za 400 złotych – wierzcie mi są takie i są kaznodzieje, którzy tak robią. Nie potrzebny mi też kolejny samochód do kolekcji. Wiem Komu zaufałem. On jest święty i dobry. On oczekuje, że pójdę w Jego ślady (1P.2,21). A skoro tak, to jeśli moja droga będzie Mu się podobać pogodzi On ze mną również moich nieprzyjaciół (P.Sal.16,7). Chyba najtrudniej rozwiązać niesnaski z wrogiem. NIe ma większego wyzwania w naszym życiu. Bóg może załatwić to i wszystko inne, co stanowi dużo mniejszy problem. Przynajmniej tak wynika z cytowanego tekstu. Mniejsze kwestie oznaczają: między innymi uzdrowienie oraz zaopatrzenie na pustyni. Wiem Komu zaufałem. Proponuję, abyś w 100% zaufał, Jezusowi jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś. Nie religia, ale relacja z Nim jest odpowiedzią na kłopoty w doczesnym życiu i daje pewność wieczności.

Dodaj komentarz