John Hyde

Jego serce urosło do dwukrotności normalnych rozmiarów. Lekarze nie potrafili tego wyjaśnić. Jego życie modlitwy – owszem.

Nazywano go „Modlącym się Hyde’em” (Praying Hyde).

Nie dlatego, że był utalentowanym mówcą. Nie dlatego, że budował wielkie służby czy prowadził ogromne kampanie ewangelizacyjne.

Znano go z jednego: trwał na kolanach, dopóki niebo nie odpowiedziało.

John Hyde przybył do Indii w latach 90. XIX wieku jako młody misjonarz, jeden z tysięcy innych, którzy po cichu wykonywali swoją pracę. Było jednak coś, co go wyróżniało. Gdy jego współpracownicy spali, Hyde wciąż leżał na podłodze swojego pokoju, zmagając się w modlitwie — nieraz aż do wschodu słońca nad równinami Pendżabu.

Nie modlił się uprzejmymi, wyuczonymi zdaniami.

Modlił się z głębokim wzdychaniem. Ze łzami. Z takim rodzajem desperacji, jaki większość z nas zachowuje na najtrudniejsze chwile życia. Dla Hyde’a ludzie umierający bez Chrystusa byli właśnie takim największym kryzysem.

Misjonarze mieszkający w pobliżu wspominali, że nocami słyszeli go przez ściany, jak błagał Boga o konkretne osoby, wioski i ludzi, których nigdy wcześniej nawet nie spotkał. Kiedyś postawił sobie za cel, aby dzięki samej modlitwie każdego dnia jedna osoba została zbawiona — i pod koniec roku liczba ta znacznie przekroczyła jego oczekiwania.

Wkrótce jednak jego ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa.

Gdy lekarze w końcu go zbadali, stwierdzili, że jego serce było nienaturalnie powiększone — przesunięte w klatce piersiowej wskutek wieloletniego fizycznego wysiłku towarzyszącego modlitwie. Dosłownie modlił się całym swoim sercem, aż zaczęło ono słabnąć.

Mimo to nie przestawał.

Ci, którzy z nim służyli, mówili, że Hyde posiadał niezwykły, święty dar rozeznania. Z łagodnością wskazywał ludziom grzechy, o których nikt inny nie mógł wiedzieć — nie po to, by ich zawstydzić, lecz aby przyprowadzić ich z powrotem do Chrystusa. Nigdy nie szukał uznania dla siebie. Pragnął, aby widziano Jezusa, a nie jego samego.

Zmarł w 1912 roku, wyczerpany jeszcze przed ukończeniem pięćdziesięciu lat. Wcześniej jednak pomógł zapoczątkować jeden z najpotężniejszych ruchów modlitewnych w historii misji w Indiach.

Jego życie pozostawia nam ważne pytanie:

Kiedy ostatni raz nasze wstawiennictwo kosztowało nas bezsenne noce, posiłek lub inne wygody?

My prosimy Boga, aby błogosławił naszym planom.

Hyde prosił Boga, aby złamał jego serce tym, co łamie serce Boga.

Każde duchowe przebudzenie w historii kryje ten sam cichy szczegół — ktoś trwał na kolanach, niewidoczny dla ludzi, podczas gdy wszyscy inni spali.

Czy ty będziesz tą osobą?

„Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego.” (Jak.5:16)

„Powinni zawsze się modlić i nie ustawać.” (Łk.18:1)

„Trwajcie gorliwie w modlitwie, czuwając w niej z dziękczynieniem.” (Kol.4:2)


powered by Advanced iFrame

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *