…Po opublikowaniu książki modliłem się: „Teraz pozwól swojemu słudze odejść w pokoju.” W tym samym czasie moja choroba się pogorszyła. Nie mogłem spokojnie spać w nocy, a kiedy się budziłem, nieustannie przewracałem się z boku na bok. Fizycznie byłem tylko workiem kości. Miałem nocne poty, a mój głos stał się chrapliwy. Ludzie mieli trudności ze zrozumieniem tego, co mówiłem, nawet gdy przykładali ucho do moich ust. Kilka sióstr na zmianę opiekowało się mną, wśród nich była jedna doświadczona pielęgniarka. Za każdym razem, gdy mnie widziała, płakała. Świadczyła:
„Widziałam wielu pacjentów, ale nigdy nie widziałam nikogo w tak opłakanym stanie jak on. Obawiam się, że może żyć jeszcze tylko trzy lub cztery dni.”
Gdy ktoś mi to powtórzył, powiedziałem: „Niech to będzie mój koniec. Rozumiem, że wkrótce umrę.” Jeden z braci wysłał telegram do kościołów w różnych miejscach, informując, że nie ma już dla mnie nadziei i że nie muszą się już za mnie modlić.
Pewnego dnia zapytałem Boga: „Dlaczego tak wcześnie mnie odwołujesz?” Wyznawałem przed Bogiem moje przewinienia, obawiając się, że mogłem być w czymś niewierny. Jednocześnie powiedziałem Bogu, że nie mam wiary. Tego samego dnia oddałem się postowi i modlitwie i ponownie stanąłem przed Nim. Powiedziałem Mu, że nie będę robił niczego poza tym, co On mi wyznaczy. Od rana aż do trzeciej po południu pościłem. W tym samym czasie współpracownicy gorliwie modlili się za mnie razem w domu siostry Ruth Lee.
Gdy modliłem się do Boga, aby dał mi wiarę, przemówił do mnie słowami, których nigdy nie zapomnę. Pierwsze zdanie brzmiało:
„Sprawiedliwy z wiary żyć będzie.” (Rz 1,17)
Drugie zdanie:
„Przez wiarę stoicie.” (2 Kor 1,24)
Trzecie zdanie:
„Przez wiarę chodzimy.” (2 Kor 5,7)
Te słowa napełniły mnie wielką radością, ponieważ Biblia mówi:
„Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy.” (Mk 9,23)
Natychmiast dziękowałem i chwaliłem Boga, ponieważ dał mi swoje słowo. Uwierzyłem, że Bóg mnie uzdrowił.
Próba przyszła natychmiast. Biblia mówi: „Przez wiarę stoicie”, ale ja wciąż leżałem w łóżku. W moim umyśle pojawił się konflikt: czy powinienem wstać i stanąć, czy pozostać leżąc? Wszyscy wiemy, że człowiek kocha samego siebie i uważa za wygodniejsze umrzeć w łóżku niż umrzeć stojąc. Wtedy jednak słowo Boże objawiło swoją moc i, ignorując wszystko inne, ubrałem się w ubranie, którego nie nosiłem przez sto siedemdziesiąt sześć dni.
Kiedy podnosiłem się z łóżka, aby stanąć, pociłem się tak obficie, jakbym był przemoczony deszczem. Szatan powiedział do mnie:
„Chcesz stać, skoro nie potrafisz nawet usiąść?”
Odpowiedziałem:
„Bóg powiedział mi, abym stanął.”
I stanąłem na nogach. Znów oblany zimnym potem, niemal upadłem. Ciągle powtarzałem: „Stań przez wiarę, stań przez wiarę!” Potem zrobiłem kilka kroków, aby wziąć spodnie i skarpety. Po założeniu spodni usiadłem. Gdy tylko usiadłem, słowo Boże przyszło do mnie ponownie — że nie tylko mam stać przez wiarę, ale także chodzić przez wiarę.
Pomyślałem, że już samo powstanie i przejście kilku kroków po spodnie i skarpety było czymś niezwykłym. Jak mogłem oczekiwać, że pójdę dalej?
Zapytałem Boga:
„Dokąd chcesz, żebym poszedł?”
Odpowiedział:
„Idź na dół do domu siostry Lee pod numer 215.”
Kilku braci i sióstr pościło i modliło się tam za mnie od dwóch lub trzech dni.
Chodzenie po pokoju mogło być możliwe — pomyślałem — ale jak miałbym zejść po schodach? Modliłem się:
„O Boże, mogę stać przez wiarę, a przez wiarę mogę też zejść po schodach!”
Natychmiast podszedłem do drzwi prowadzących na schody i otworzyłem je. Powiem wam szczerze, że gdy stanąłem na szczycie schodów, wydawały mi się najwyższymi schodami, jakie kiedykolwiek w życiu widziałem. Powiedziałem Bogu:
„Jeśli każesz mi iść, zrobię to, nawet jeśli umrę z powodu tego wysiłku.”
Dodałem jednak:
„Panie, nie potrafię iść. Proszę, podtrzymuj mnie swoją ręką, gdy będę schodził.”
Jedną ręką trzymając się poręczy, zacząłem schodzić krok po kroku. Znów byłem oblany zimnym potem. Schodząc po schodach, wołałem:
„Chodź przez wiarę, chodź przez wiarę!”
Z każdym krokiem modliłem się:
„Panie, to Ty sprawiasz, że mogę iść.”
Schodząc po tych dwudziestu pięciu stopniach, miałem wrażenie, że idę ręka w rękę z Panem w wierze.
Kiedy dotarłem na dół, poczułem się bardzo silny i szybko poszedłem do tylnych drzwi. Otworzyłem je i poszedłem prosto do domu siostry Lee. Powiedziałem Panu:
„Od teraz będę żył przez wiarę i nie będę już kaleką.”
Zapukałem do drzwi tak jak Piotr w Dziejach Apostolskich 12, 12–17, tylko że nie było Rhody, która otworzyłaby drzwi. Gdy drzwi się otworzyły i wszedłem do środka, siedmiu czy ośmiu braci i sióstr patrzyło na mnie. Byli bez słowa i bez ruchu. Przez około godzinę wszyscy siedzieli w ciszy, jakby sam Bóg pojawił się między ludźmi.
Ja także siedziałem tam pełen wdzięczności i uwielbienia. Potem opowiedziałem im wszystko, co wydarzyło się w trakcie mojego łaskawego uzdrowienia. Przepełnieni radością w duchu, wszyscy głośno chwalili Boga za Jego cudowne dzieło.
Tego samego dnia wynajęliśmy samochód i pojechaliśmy do Kiang-Wan na przedmieściach, aby odwiedzić słynną ewangelistkę Dora Yu. Była bardzo zaskoczona, gdy mnie zobaczyła, ponieważ niedawno otrzymała wiadomość o mojej rychłej śmierci.
Kiedy się pojawiłem, patrzono na mnie jak na człowieka wskrzeszonego z martwych. Była to kolejna okazja do radosnego dziękczynienia i uwielbienia przed Panem.
W następną niedzielę przemawiałem na kazalnicy przez trzy godziny… (Wygłoszone 20 października 1936 r.)
Autor: Watchman Nee


Dodaj komentarz